Zmierzch świateł…

Listopad… Niedawno w jakimś programie informacyjnym mówili, że listopad to najbardziej przygnębiający miesiąc w roku. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, ponieważ nigdy nie myślałam o listopadzie w tych kategoriach. Dla mnie listopad jest miesiącem światła, nastrojowego światła, które rozpoczyna ten miesiąc o zmierzchu 1 listopada…

Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam wieczorem chodzić na cmentarz w dniu Wszystkich Świętych (1 listopada) i w Dzień Zaduszny (2 listopada). Pięknie przystrojone groby, blask bijący od zniczy świecących się na mogiłach… Lubiłam też przyglądać się modzie, jaka co roku zmieniała się w kontekście kształtu i kolorystyki zniczowej, jeśli mogę tak rzec. Kiedy byłam dzieckiem, niemalże wszystkie znicze były bez „nakryć”, teraz standardem jest to, iż wszystkie znicze mają nakrycia, różnią się natomiast kolorem, kształtem i ornamentyką. Jednakże jedna rzecz się nie zmieniła – światło, jakie otula kwiaty stojące na grobach. I ta nastrojowość, jaka sprawia, że wiele osób z chęcią spędza czas, zwłaszcza o zmierzchu, w tych dniach, spacerując cmentarnymi alejkami.

dsc_0367

Dla mnie od kilku lat początek listopada ma bardzo osobisty wymiar i patrzę nań w inny sposób niż kiedyś. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal lubię przyglądać się światłu zniczy, które sprawia, że nastrój na cmentarzu ma w sobie coś wyjątkowego. Nie bez powodu wielu z nas nazywa światło zniczy światłem pamięci lub światełkiem pamięci. Zapalając znicze, podkreślamy pamięć o tych, którzy byli i nadal są nam bardzo bliscy, lecz fizycznie nie ma ich już z nami.

dsc_0375-001

W tym roku po raz pierwszy wzięłam ze sobą aparat fotograficzny na cmentarz i zrobiłam kilkanaście zdjęć świecących się zniczy. Szanując powagę miejsca, w jakim jestem, oraz zadumę, w jakiej wiele osób było pogrążonych, modląc się przy grobach bliskich, podczas robienia zdjęć nie używałam lampy błyskowej. Chciałam być (i myślę, że to się udało) jak ktoś praktycznie niewidoczny, a obiektyw aparatu miał jedynie uchwycić ten szczególny nastrój, jaki jest na cmentarzu właśnie na początku listopada, zwłaszcza w momencie, kiedy zapada zmrok. I nieskromnie mówiąc, myślę, że mi się to udało.

dsc_0361-002

To moje ulubione zdjęcie, również ze względów osobistych. Światło znicza ma w sobie coś rozgrzewającego. Posłużę się nawet metaforą, że jego ciepło może roztopić najbardziej skute lodem serce. Dlaczego? Ponieważ na cmentarzu dotykamy ostateczności. Tego, co każdego z nas czeka – śmierci. Jednakże jest to tylko i wyłącznie śmierć fizyczna, umiera ciało. Dusza ludzka pozostaje i przechodzi do wieczności. Non omnis moriar (nie wszystek umrę), jak napisał kiedyś Horacy. Nasi bliscy będą zawsze żyć w naszej pamięci, w naszych sercach, we wspomnieniach, w zdjęciach. Oni ciągle są obecni w naszym życiu, tylko w innej formie – nie fizycznej, ale duchowej. Pamięć serca nie umiera nigdy. NIGDY.

Pańskie oko konia tuczy, a babskie oko patrzy, widzi i fotografowania się nauczy(ło)

Dawno nie pisałam na blogu… A już tak sobie obiecywałam, znaczy nie tylko sobie, ale i czytelnikom, że będę regularnie pisać… Plany swoją drogą, a życie swoją drogą… No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło (coś mam dzisiaj pociąg do przysłów, chyba natura polonistyczna się we mnie po raz kolejny objawia, ha!), więc trochę rzeczy na dobre wyszło przez te blisko 2,5 miesiąca, zwłaszcza dwie: pod koniec września opublikowałam pierwszą książkę. Co prawda, jestem współautorką, jednakże w tę publikację włożyłam całe moje serce, umiejętności pisarskie (bycie doktorem nauk humanistycznych z zakresu językoznawstwa zobowiązuje) i zaangażowanie w tworzenie czegoś, co ma służyć przyszłym pokoleniom. Zabrzmiało poważnie, lecz trudno nie odnieść się w ten sposób do książki poświęconej miejscom kultu (kapliczkom, kościołom) oraz miejscom pamięci (pomniki) jednej z podkarpackich gmin, a dokładnie gminie Jarosław. Zatem w jakimś sensie zostałam pisarką i nieskromnie mówiąc, całkiem dobrze mi to pisanie wychodzi. Nie żebym popadała w samozachwyt, lecz jeśli wiem, że jestem w czymś dobra, to wiem to i koniec 😉

Drugim ważnym zdarzeniem z ostatnich tygodni jest to, że na jednym z konkursów fotograficznych („Piękno powiatu jarosławskiego”) doceniono jedno ze zdjęć, jakie zrobiłam w okolicy, gdzie mieszkam. Jury złożone z fotografów, fotoreporterów, artystów oraz przedstawicieli starostwa przyznało mi 3. miejsce (brązowy medal!!!) za zdjęcie przedstawiające zachód słońca. Jestem o tym bardziej dumna i szczęśliwa, że moje umiejętności i talent docenili profesjonaliści w dziedzinie fotografii. Nigdy nie ukrywałam, że jestem samoukiem jeśli chodzi o robienie zdjęć i wszystko, czego nauczyłam się o fotografii, zrobiłam we własnym zakresie. Nie używam także „fotoszopa”, choć nie wykluczam, że kiedyś będę – mam głowę wyjątkowo otwartą na zgłębianie wiedzy fotograficznej, komputerowej i wszelakiej, która pomoże mi robić świetne zdjęcia. Ciągle się uczę, choć w swoim tempie i po swojemu (tak już mam, że uczę się na własnych warunkach, a nie w sposób, który narzuca otoczenie), robię postępy i chcę być coraz lepsza w tym, co robię – na każdej z możliwych płaszczyzn. Nieskromnie mówiąc, mam talent do robienia zdjęć, patrzę i jednocześnie widzę to, czego wiele osób nie dostrzega – wynika to z wielu czynników, przede wszystkim z wrażliwości i empatii, stanowiących podstawę mojej osobowości. I co najważniejsze, bo spotykam się czasem z opiniami, że kobieta nigdy nie będzie dobrym fotografem, bycie kobietą, a tym samym kobieca wrażliwość i sposób postrzegania świata są ATUTEM w robieniu zdjęć. I niech nikogo nie zwiedzie fakt, że strona techniczna fotografii to domena mężczyzn! Absolutnie nie!!! Żyjemy w czasach równouprawnienia, czyli kobieta może pracować jako pilot samolotu pasażerskiego, zaś mężczyzna może realizować się w zawodzie położnika. Płeć nie jest żadną barierą, by wykonywać taki czy inny zawód. Stąd też i ten przewrotny tytuł wpisu – jestem kobietą, patrzę, widzę (z doświadczenia życiowego wiem, że patrzeć nie zawsze znaczy widzieć/dostrzegać) i fotografuję. Jestem kobietą i kocham robić zdjęcia, a one niech świadczą o tym, czy mam talent i umiejętności 🙂

A oto zdjęcie nagrodzone w konkursie! 🙂

1a

Niech światło będzie z tobą!

Światło… Bez światła nie ma dobrego zdjęcia i nawet jak pojawia się w minimalnej ilości (jeśli w ogóle tak można o świetle rzec), to odgrywa znaczącą rolę w tym, jak wygląda zdjęcie i jak jest odbierane przez widza. Z miesiąca na miesiąc zagłębiam się w tematykę odnoszącą się do funkcji światła oraz jak je wykorzystywać w zależności od tego, jaki efekt chcę uzyskać. Bo światło buduje nastrój zdjęcia i sprawia, że na pewne obiekty możemy spojrzeć w zgoła inny sposób…I, biorąc pod uwagę moje umiłowanie „Gwiezdnych wojen”, sparafrazowałam na potrzeby fotograficzne jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie cytatów: „niech moc będzie z tobą” na hasło „niech światło będzie z tobą”. Sądzę, że każdy fotograf przyzna mi rację, nieskromnie rzecz ujmując.

DSC_0068-003

Światło zmienia się w zależności od pory dnia. Inaczej wygląda zdjęcie zrobione o poranku, inaczej to, jakie wykonaliśmy przed zachodem słońca, a jeszcze inaczej to, które pstryknięto w południe. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepsze zdjęcia pod kątem roli światła wychodzą późnym popołudniem, ponieważ wówczas promienie zachodzącego słońca uwydatniają ciepłe tony danej barwy oraz podkreślają fakturę przedmiotów/widoków, jakie fotografujemy. Najnudniejsze światło, jeśli mogę tak powiedzieć, to światło południowe – bardzo ostre i jednocześnie płaskie, co wynika z kąta padania promieni słonecznych.

DSC_0532

Kiedy robię zdjęcia, zawsze zwracam uwagę na barwę światła, ponieważ ona w dużej mierze decyduje o tym, jak efekt uzyskam na zdjęciu. Fotografowie pracujący rano wykorzystują na zdjęciach złotą barwę światła, która z racji pory dnia jest zimniejsza niż ta pojawiająca się późnym popołudniem, gdy słońce kończy swoją wędrówkę po niebie. Nie można również pominąć faktu, iż światło i kąt jego padania zmienia się w zależności od pory roku. Powszechnie wiadomo, że w lecie słońce znajduje się najwyżej, więc zdjęcia wykonywane w tym czasie są uwarunkowane przez ostre i prostopadle padające promienie słoneczne. W jesieni i zimie, jak też na wiosnę kąt padania światła zmienia się – staje się bardziej ostry, przez co i zdjęcia wyglądają inaczej. Jeśli jeszcze dodamy do tego efekty specjalne fundowane w tym czasie przez przyrodę, czyli choćby mgłę i śnieg, to zdjęcia zyskują dodatkowy walor artystyczny, co można wykorzystać przykładowo w kontekście uwydatnienia jakiegoś detalu na zdjęciu. Po prostu bez światła zdjęcie nie istnieje! 🙂 Taka moja opinia 🙂

Fotografia koncertowa – wakacyjne hobby

Dzisiaj ostatni dzień lipca, więc półmetek wakacji i za niedługo jesień. Powszechnie wiadomo, iż wakacyjny czas to moment, kiedy w różnych miastach i miasteczkach odbywa się mnóstwo koncertów plenerowych, na które może przyjść każdy i każdy może zrobić pamiątkowe zdjęcia. I co najważniejsze, są to koncerty darmowe, więc tym bardziej przyciągają ogromną publiczność, zwłaszcza kiedy występują powszechnie znani artyści.

DSCN5732

Odkąd pamiętam, zawsze z chęcią uczestniczyłam w wakacyjnych koncertach plenerowych, jakie odbywały się w moich rodzinnych stronach, szczególnie jeśli koncert plenerowy był jednym z trasy programu radiowego „Lato z Radiem”. Topowi polscy artyści, świetne nagłośnienie i bardzo dobre efekty świetle w czasie koncertu. Niestety, przez ostatnie lata „Lato z Radiem” nie przyjeżdża do Jarosławia (Podkarpacie), ale mam nadzieję, że może kiedyś się to zmieni. Wiadomo, taki koncert generuje ogromne koszty, więc miasto jak na razie nie organizuje nic poza Dniami Jarosławia, na które z rzadka zaglądam.

DSCN5734-001

Zdjęcia śpiewającej Patrycji Markowskiej wykonałam 18.08.2012 roku w czasie jednego z koncertów „Lata z Radiem”. Było po godzinie 20, kiedy rozpoczął się występ Patrycji – jednej z moich ulubionych wokalistek. Jestem jej fanką od momentu, kiedy wydała debiutancką płytę „Będę silna” w 2001 roku. Ta artystka to wulkan energii na scenie – głos i charyzma, rockowe zacięcie i doskonały kontakt z publicznością. Można powiedzieć, że moja cierpliwość została nagrodzona (od godziny 16. stałam pod sceną z cyfrowym aparatem w ręce i usilnie starałam się zrobić dobre zdjęcie, choć pod wpływem napierającego tłumu ciężko nawet stabilizator obrazu w aparacie nie pomagał, by złapać dobrą ostrość). W sumie w czasie tamtego koncertu zrobiłam ponad 300 zdjęć, niektóre lepsze, niektóre gorsze, jednak najlepsze to właśnie te zrobione podczas występu Patrycji Markowskiej. Czasem spust migawki nie nadążał za scenicznym ruchem Patrycji, ale dawałam radę 🙂 Niesamowite wrażenie również robiło to, jaką ogromną energię wyzwalała w Patrycji muzyka – kiedy śpiewała, sama stawała się muzyką i emocje, jakie przekazywała w każdej z piosenek były wyjątkowe!

DSCN5735-001

Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że muzyka, obok fotografii, jest moją wielką pasją i czasem niektórzy śmieją się, że w jakimś sensie jestem encyklopedią muzyki rozrywkowej, ponieważ dość dobrze poruszam się w muzycznych tematach, począwszy od kwestii płyt kompaktowych, pisania piosenek, a zakończywszy na historii muzyki. Ot, takie zainteresowania. I właśnie koncerty plenerowe sprawiają, że mogę w jakimś sensie łączyć te dwie pasje – muzykę i fotografię. Dzięki zdjęciom mogę w jednym kadrze zamknąć muzyczne emocje, zatrzymać chwilę, by trwała wiecznie i nawet po latach wrócić do pięknych koncertowych przeżyć, których nie można w żaden sposób równać do słuchania płyt kompaktowych…

DSCN5758

Makowe pole – raj dla fotografa

Lato w pełni… Choć kiedy patrzę przez okno, to pogoda za oknem ma niewiele wspólnego z latem, ponieważ temperatura nie przekracza 15 stopni, niebo mocno zachmurzone, a z nieba sączy się bądź leje deszcz. W każdym razie pogoda nie zachęcała dzisiaj do robienia zdjęć, zważywszy na to, iż zimny wiatr potęguje nieprzyjemne odczucia… Dzisiaj zatem nie wyruszyłam w plener ze sprzętem, ale w ciągu ostatnich 2 miesięcy zrobiłam około 1500 zdjęć, więc mam o czym pisać…

O czym dzisiaj napiszę? O makach! Niby zwyczajna roślina, przez plantatorów zbóż wszelakich tępiona rozmaitymi środkami chemicznymi, a dla osób, które patrzą na świat przez obiektyw jeden z najwdzięczniej prezentujących się kwiatów polnych. Podstawą tego, że obiektyw kocha maki, jest ich kolor – „strażacka” czerwień, co w połączeniu z zielonymi łodyżkami bądź, w szerszym aspekcie, zielonym, dopiero rozwijającym się zbożem, tworzy świetne zestawienie oparte na zasadzie kontrastu czerwień/zieleń. Bardzo ciekawie prezentuje się to na zdjęciach.

DSC_0992-001

Kolejnym aspektem fotograficznego piękna maków polnych jest ich faktura – delikatne płatki, które poruszają się przy najmniejszym podmuchu wiatru. Ciekawie się to prezentuje na zdjęciach, choć przyznaję, iż czasem trudno wyłapać ostrość, zwłaszcza, jeśli wybrało się w plener, kiedy mamy wietrzny dzień. Roślina za nic nie chce „pozować” do zdjęcia. Innym detalem, jaki zachwyca mnie jako fotografa, jest faktura łodygi i pąka makowego (tuż przed rozkwitnięciem) – włoski utrwalone na zdjęciach za pomocą trybu makro prezentują się wyjątkowo uroczo.

Następnym argumentem przemawiającym za tym, że maki to bardzo interesujący obiekt do fotografowania jest fakt, iż pszeniczne pole z kwitnącymi makami fantastycznie komponuje się z niebem i chmurami, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z niebem w odcieniach błękitu, choć przyznaję, że szarości też prezentują się całkiem nieźle w takim zestawieniu. Błękit czy zieleń zaliczamy do barw zimnych, natomiast czerwień w intensywnym kolorze przełamuje je, wprowadzając do zdjęcia element ożywienia i zaciekawienia dla odbiorcy.

DSC_0925-001

Co jeszcze zwraca uwagę na tym zdjęciu? Coś, o czym wielu fotografów, w nieraz i ja też, (choć w dużej mierze jest to celowe działanie, bo uwielbiam łamać reguły) zapomina – tzw. reguła trójpodziału, którą wymyślili starożytni Grecy. To tzw. złoty podział, zwany też podziałem harmonicznym albo boską proporcją. W skrócie rzecz ujmując, chodziło o to, że oko ludzkie niejako automatycznie dzieli na trzy części obrazek, na który patrzy, czyli o optymalne położenie obiektu, który stanowi centralną część kompozycji. W tym przypadku są to właśnie pojedyncze maki w kontrastującym z barwą nieba kolorze. Jak można zauważyć, odwołałam się tu bezpośrednio do złotego podziału stosowanego obecnie we wszystkich sztukach plastycznych.

DSC_0946-002

Słońce i maki – doskonałe zestawienie! Dlaczego? Promienie słoneczne działają na maki jak najlepsza lampa błyskowa, tylko umieszczona bezpośrednio nad nimi. Fotografowie od lat powtarzają, że światło jest wszystkim, a bez dobrego światła nie zrobi się dobrego zdjęcia. A jeśli mamy tak fantastyczne naturalne światło, to dlaczego nie wykorzystać tego na zdjęciach? Zwłaszcza, że światło w lecie jest najbardziej intensywne i wyraziste, czego dowód widać na załączonym obrazku.

Czas – materia niepoliczalnie policzalna…

DSC_0664

Czas bardzo szybko mija i ani się obejrzałam, kiedy od ostatniego wpisu minęło kilka miesięcy. Odpowiadając na niezadane pytanie czytelnika – nie, nie zapomniałam o blogu. Tak się jakoś złożyło, że nie miałam weny, by pisać. Ale uzupełniałam zdjęciami Facebookowy profil blogu (wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Facebooka wyrażenie „atelier momentów”). A teraz wiosna, wszystko budzi się do życia, więc można powiedzieć, że i blog ożyje (w zasadzie ożył, jeśli można tak powiedzieć).

Przez te miesiące zgromadziłam bardzo duży materiał fotograficzny (absolutnie nie próżnowałam) oraz systematycznie zgłębiałam (i nadal to robię) wiedzę z zakresu fotografii, intensywnie pracując nad moim warsztatem, co zresztą znajduje odzwierciedlenie w zdjęciach przeze mnie wykonywanych. Od dziecka wychodzę z założenia, że jeśli coś robię, to robię to na najwyższym poziomie albo wcale. Nie stosuję półśrodków – ma być perfekcyjnie, a jak powszechnie wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano, więc ja buduję ten swój metaforyczny Kraków bardzo mozolnie i pieczołowicie. I efekty widzę za każdym razem, kiedy patrzę na zdjęcia w aparacie. Jestem z siebie dumna, ponieważ praca nad warsztatem jest nieodłącznym elementem istnienia każdego artysty – nieważne, czy mamy do czynienia z malarzem, rzeźbiarzem czy fotografem. Fotograf to artysta, który poprzez swój ogląd świata zawarty w zdjęciach, jakie wykonuje, przekazuje coś od siebie -swoją wrażliwość na obraz: kolory, kształty, światło…Niedawno przeczytałam ciekawe stwierdzenie o tym, że fotograf amator martwi się o sprzęt, fotograf profesjonalista martwi się o pieniądze na sprzęt, a fotograf mistrz czeka na odpowiednie światło… Z perspektywy czasu, nabytych umiejętności i tego, jak postrzegam świat przez pryzmat obiektywu, mogę powiedzieć, że w tym stwierdzeniu jest bardzo dużo prawdy…

O czym zatem będę pisać? O technikach robienia zdjęć, ale nie takim językiem stricte naukowym, czyli profesjonalnym. Od zawsze powtarzam, że nie jest sztuką mówić o rzeczach trudnych (naukowych, technicznych itp.) językiem profesjonalisty – sztuką jest mówić o rzeczach trudnych w sposób przystępny i zrozumiały dla odbiorcy, zwłaszcza jeśli w danej dziedzinie jest laikiem. A zatem będę pisać o tym, jak robić zdjęcia w plenerze, jak wykorzystywać naturalne światło określonej pory dnia, jak w ciekawy sposób zaprezentować przyrodę, czyli niebo, kwiaty, drzewa, liście itp. Kocham fotografię makro, więc o tym też coś napiszę. Fotografia portretowa – ciekawa dziedzina, zwłaszcza że fotograficzne sesje ślubne, zaręczynowe czy komunijne przeżywają swoisty bum. Napiszę też o tym, jak zrobić doskonałe selfie, które tak naprawdę jest nie do odróżnienia od profesjonalnej fotografii portretowej wprost ze studia fotograficznego. Można powiedzieć, że opanowałam tę sztukę do perfekcji i wielu moich znajomych nie może uwierzyć, że „zdjęcia z rąsi” (jak ja kocham to stwierdzenie!!! ;-)) można robić w taki sposób. Po prostu umiejętne wykorzystanie gry światła i cienia, odpowiedni kąt ustawienia smartfona, odpowiednie ułożenie sylwetki, głowy itp. Wszystko wypracowane metodą prób i błędów 🙂 Swoją drogą może kiedyś napiszę poradnik o tym, jak zrobić idealne selfie w zależności od miejsca, gdzie się znajdujemy, w jakim świetle, jaka pogoda nam towarzyszy i co chcemy na tym selfie zawrzeć, czyli my sami, my w towarzystwie kogoś czy my & przyroda/budynek. Kim Kardashian stworzyła album selfie, ale to jedynie album, w którym nie ma profesjonalnej wiedzy 😉 Taka dygresja a propos selfie wszelakich. Kolejnym zagadnieniem jest tzw. fotografia nocna, czyli coś, co wymaga dużo cierpliwości i wiedzy fotograficznej z zakresu ustawień parametru aparatu. Efekty jednak bywają naprawdę spektakularne!

DSC_0665

Bożonarodzeniowe inspiracje…

Wszystko przemija… Rok 2015 chyli się ku końcowi i ani się obejrzymy, a będziemy patrzeć na kalendarz, w którym pojawi się już nowa data – 2016 rok… Ale zanim to nastąpi, mamy przecież Boże Narodzenie – dla wielu z nas najpiękniejszy czas w roku, czas serdeczności i miłości, czas spędzany z tymi, którzy są nam bliscy…Czas świetlnych dekoracji i pięknie przystrojonych choinek, a tym samym widoków inspirujących grą światła, cienia i kolorów, które przywodzą na myśl bajkowe krainy…

DSC_0199-002

Odkąd pamiętam, zawsze w okresie Bożego Narodzenia sięgałam po aparat i robiłam zdjęcia, by móc utrwalić uroczy wygląd tych wszystkich ozdób i światełek, jakie co roku umieszczamy na świątecznych drzewkach czy na domach. Wraz z nastaniem grudnia ulice polskich miast zamieniają się w wielkie iluminacje, co sprawia, że niejednokrotnie mamy wrażenie przebywania w jakiejś bajkowej krainie, rozświetlonej przez tysiące lampek we wszystkich kolorach tęczy… Co ciekawe, ta zachodnioeuropejska moda dotarła już do miasteczek i wiosek, gdzie przed wieloma domostwami można zauważyć setki różnokolorowych światełek ozdabiających przydomowe drzewa i krzewy. Można powiedzieć, że jesteśmy bardzo kreatywni w tej materii…

DSC_0209-002

Inną kwestią są ozdoby i światełka, jakie dekorują choinki zajmujące centralne miejsce w naszych domach. Od zawsze uwieczniam je na fotografiach. I sprawdza się tutaj przede wszystkim tzw. fotografia makro. Niejednokrotnie misternie zdobione bożonarodzeniowe bombki, wzorki osypane brokatem albo wykonane techniką decoupage, łańcuchy zmieniające kolor w zależności od kąta padania światła, błysk i mat faktury szklanych baniek czy też misternie sklejane słomiane gwiazdki, dzwoneczki lub aniołki stanowią bardzo wdzięczny obiekt do fotografowania. Często nie zwracamy uwagę na detale – wieszamy ozdoby na choince, by pięknie prezentowały się na  drzewku, a migające światełka podkreślały kolorystykę i odświętność tego typu dekoracji. Dopiero na zdjęciach można dostrzec to, co na pierwszy rzut oka wydaje się niewidoczne.

DSC_0188-002

Fotografowanie świątecznych dekoracji to dla mnie wielka przyjemność, a jednocześnie pasja i radość. Uwielbiam Boże Narodzenie, a wszystkie tradycje związane z tymi wyjątkowymi Świętami są bardzo bliskie memu sercu. Możliwość utrwalania na zdjęciach piękna i bożonarodzeniowej atmosfery, tak ulotnej pod wieloma względami, to coś, co stanowi dla mnie szczególną wartość. Jako fotograf pokazuję wizualny urok świątecznych dekoracji, zaś jako człowiek utrwalam to, co darzę wielkim sentymentem i co stanowi dla mnie powrót do czasów minionych: magicznej krainy dzieciństwa.

DSC_0192-002

 

Zdjęcie natchnione, czyli jak to bywa z tą ‚magią’ fotografii…

Tak się zastanawiałam, od czego zacząć wpis. Dlaczego? Ponieważ natchnienie to bardzo dyskusyjna kwestia. Jak znaleźć definicję czegoś, co tak naprawdę nie daje się zdefiniować. Patrzymy na coś albo słuchamy czegoś i nagle czujemy „to jest to!” – właśnie tego szukaliśmy, tego oczekiwaliśmy, tego chcieliśmy. Zarówno pod względem obrazu, jak i dźwięku. Myśl, wizja, jakaś melodia, którą możemy przekazać to, co myślimy, czym chcemy się podzielić ze światem.

DSC_0051-002

Dla każdego artysty, niezależnie czy mówimy tutaj o kimś, kto pracuje z obrazem, czy z dźwiękiem, na kształt jego twórczości wpływają emocje. Smutek, radość, szczęście, zadowolenie, rozpacz, obojętność… Cały wachlarz ludzkich uczuć określa to, jak wygląda zdjęcie, utwór muzyczny, dzieło filmowe czy obraz. Osoba, która coś tworzy, niezależnie od techniki, jakiej używa, chce przekazać odbiorcy swoją fascynację jakąś sytuacją, widokiem lub smakiem potrawy. Wszystko może być inspiracją, a inspirujące doświadczenia są podstawą każdego natchnienia: fotograficznego, malarskiego, muzycznego albo filmowego. Coś powstaje z czegoś…Inspiracja zamienia się w natchnienie, zaś natchnienie w ‚magiczne’: zdjęcie, muzykę, film, obraz, rzeźbę itp.

DSC_0149-002

Kiedy wyruszam z aparatem fotograficznym w plener, inspiracją dla mnie jest niemalże wszystko, co widzę. niebo, słońce, drzewa… Wystarczy dostrzec to, czego być może inni nie dostrzegają, a potem utrwalić daną chwilę w postaci zdjęcia. Szczególnie bliska jest mi koncepcja oparta na grze światła i cienia. To jeden z podstawowych elementów, jaki pojawia się na większości zdjęć wykonanych przeze mnie. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że to element dominujący w większości zdjęć. Chmury, zachodzące słońce, promienie słoneczne dyskretnie oświetlające jesienne liście, kwitnące kwiaty pokryte kropelkami deszczu lub rosy, hipnotyzująca księżycowa poświata rozświetlająca ciemne niebo… Wszystko to stanowi dla mnie wyjątkowo inspirujący widok, który chcę utrwalać za pomocą fotografii. Zatrzymany w kadrze moment, wypełniony natchnieniem po brzegi, przez co ktoś, kto ogląda takie czy inne fotografie może doświadczyć piękna, jakie widuję i utrwalam za pomocą aparatu fotograficznego…

DSC_0042-002

Jesienna fotografia – potęga koloru

Za oknem jesień w pełni. Co prawda, więcej deszczowych chwil niż tych wypełnionych słońcem, jednakże takie już prawo jesiennej aury, że niebo lubi płakać w październiku czy listopadzie. Nieraz się nad tym zastanawiam… Dla wielu z nas jesienny czas to synonim opadów deszczu, deszczu ze śniegiem lub śniegu (pierwszy w tym sezonie atak zimy mamy już za sobą!), ale też synonim niezwykłej ferii barw, jaką możemy zaobserwować, kiedy patrzymy na przyrodę.

Niedawno przeczytałam, iż jesień to inne wydanie wiosny, tylko bardziej kolorowe. Ciekawe spostrzeżenie… Coś w tym jest… Na wiosnę możemy obserwować wszelkie odcienie zieleni, począwszy od odcienia butelkowej zieleni, a zakończywszy na barwie limonkowej. Kiedy patrzymy na rozkwitającą wiosną przyrodę, przepełnia nas poczucie spokoju i szczęścia. Kiedy oglądamy fotografie, na których dominuje zieleń, czujemy się zrelaksowani i odstresowani. Jednym słowem, wiosna ma na nas bardzo kojący wpływ… Podobnie jak jesień, zwłaszcza, gdy jest słonecznie i ciepło. Owszem, obserwując pogodę za oknem, można zwątpić w piękno jesieni, szczególnie kiedy pada i wieje, jednak październikowa czy listopadowa słoneczna aura jest w stanie zrekompensować każdy deszczowy dzień…

Wracając do meritum i barw jesieni (na myśl przychodzi mi piosenka Seweryna Krajewskiego „Barwy jesieni”, takie skojarzenie!)… Wiadomo, że zieleń to jeden z kolorów jesieni, lecz wraz z upływającym czasem ustępuje miejsca czerwieniom, brązom i żółciom… Gdy przez różnokolorowe liście prześwitują słoneczne promienie, widz, który obserwuje ten fantastyczny spektakl, ma wrażenie, że znalazł się w jakiejś wyimaginowanej krainie, gdzie jakiś bliżej nieokreślony malarz postanowił ‚na chybił trafił’ pomalować drzewa we wszystkich odcieniach ciepłych barw… Dla osoby fotografującej to wspaniały widok!

Co roku, każdej jesieni, spędzam godziny na bieganiu z aparatem fotograficznym i utrwalaniu przepięknych jesiennych krajobrazów, liści, kwiatów… Interesującym zestawieniem kolorystycznym w moim odczuciu jest błękit nieba i brąz/żółć/czerwień liści – świetnie się to komponuje na fotografiach. Podobają mi się też jesienne zachody słońca. Co w nich wyjątkowego? Gra światła i ciepłych barw. Kolorystyka liści niemalże doskonale współgra z odcieniami, jakie są charakterystyczne dla nieba w momencie, kiedy kończy się dzień…Swego rodzaju romantyczne widoki. Tak, jesień jest romantyczna, barwna, wyjątkowa… I to chcę zawsze oddać na każdej fotografii, jaką zrobię aparatem fotograficznym…

DSCN3126

Obraz i słowo – żywioły nieujarzmione…

Kiedy słyszymy słowo „żywioł„, bardzo często na myśl przychodzą nam skojarzenia związane z ogniem, wodą czy powietrzem. Żywioł to coś, czego nie można ujarzmić, okiełznać, ogarnąć, zatrzymać… Coś pierwotnego, dzikiego, pięknego. Czy taki jest obraz, a tym bardziej słowo? W moim przekonaniu: tak. Zarówno obraz, jak i słowo (słowa) mogą odzwierciedlać dynamizm, jaki dotyczy danej sytuacji. Aparat fotograficzny/kamera utrwalają dynamizm momentów za pomocą obrazów, pisarze/dziennikarze za pomocą słów… A ja łączę te dwa żywioły: słowo i obraz przeplatam w materii pisarsko-fotograficznej, by jak najpełniej oddać piękno tego, co warte utrwalenia…

Słowo od lat jest tym, czy posługuję się biegle. Jestem doktorem nauk humanistycznych z zakresu językoznawstwa. Specjalistką od dyskursu medialnego (ze szczególnym uwzględnieniem języka polityki/polityków) oraz od kreowania publicznego wizerunku (przede wszystkim za pomocą słowa, ale również zachowania, czyli szeroko pojęta mowa ciała nie jest mi obca w zupełności). Przez wiele lat brałam udział w wielu konferencjach językoznawczych, w tym międzynarodowych i niejednokrotnie operowałam na nich słowami obco brzmiącymi, szczególnie pochodzącymi z języka angielskiego. Inaczej mówiąc, słowo to żywioł, z którym pracuję przez większą część mojego życia i tej pracy jestem wyjątkowo zaawansowana.

Dopełnieniem słów są obrazy, choć równie dobrze możemy powiedzieć, że słowa są dopełnieniem obrazu. Jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla fotografa zawsze słowo będzie dopełniać fotografię, dla pisarza fotografia będzie stanowić dopełnienie tekstu. A ja chcę łączyć i łączę żywioły słowa i obrazu, by wzajemnie się uzupełniały. Bez jakiejkolwiek hierarchizacji, ponieważ słowa i obrazy są dla mnie tak samo ważne.

Fotografuję od wielu lat, tworzę teksty (naukowe, popularnonaukowe, wiersze, teksty piosenek, opowiadania) od wielu lat i te dwie pasje traktuję jako coś równorzędnego. Każde ze zrobionych przeze mnie zdjęć przedstawia zatrzymaną w kadrze rzeczywistość, ulotną chwilę, która więcej się nie powtórzy. Obraz przemawia sam przez siebie, jak wszyscy wiemy, ale połączenie obrazu i słowa staje się czymś nowym, pełnym. Czymś wyjątkowym. Zawsze porównuję to do księżycowej pełni – połączenie obrazu i słowa to ukazanie pełni piękna danej chwili. Fotograf jest artystą obrazu, pisarz artystą słowa, a jeśli połączy się te dwa „żywioły nieujarzmione”, powstaje coś wyjątkowego w swojej wizualnej i werbalnej wymowie. I właśnie w ten sposób chcę przestawiać ‚momenty’ – łącząc obraz i słowo w jedną, spójną i niezwykłą całość…

KW39-002